Sushi i wino — panel degustacyjny w Łodzi po raz drugi

Po ostatnim panelu degustacyjnym Nasze-wina.pl, na którym łączyliśmy wina z potrawami kuchni bałkańskiej, który był jednocześnie pierwszym wyjazdowym panelem w Łodzi, padł pomysł, by takie spotkania kontynuować. W myśl zasady, że towarzyskich spotkań przy winie nigdy za dużo, zawiązała się frakcja łódzka. W tym samym składzie postanowiliśmy rozwinąć temat łódzkich paneli z czerwonym znaczkiem i na kolejnych spotkaniach dalej wspólnie degustować, dyskutować, śmiać się, żartować i miło spędzać czas przy winnych akcentach. Odpowiedzialność organizacyjną za te spotkania również rozłożyliśmy między siebie, wspólnie sobie pomagając i nie traktując sprawy nazbyt formalnie — nie o to wszak w tym wszystkim chodzi.

Michał Misior, redaktor Nasze-wina.pl, zaproponował by kolejnym tematem degustacyjnym było łączenie wina z sushi. Na pomysł radośnie przystaliśmy, bo nie dość, że sushi bardzo lubimy, to wino potrafi doń pasować zaskakująco dobrze. Nasz panel miał się odbyć równolegle z panelem w Warszawie i Krakowie, ostatecznie jednak my wystartowaliśmy najpierw, spotykając się w czwartek, 7 marca. Tym razem sami, we własnym gronie, już bez portalowej redakcji.

Przemiłej gościny udzieliło nam ato sushi w Łodzi, przy ul. 6 sierpnia 1/3, za co w tym miejscu chcielibyśmy bardzo podziękować. Podobnie jak ostatnio, najpierw degustowaliśmy same wina, potem łączyliśmy je z potrawami. Na potrzeby naszej degustacji ato sushi przygotowało trzy zestawy sushi — bardzo klasyczne futomaki z łososiem, uramaki (maki zawinięte ryżem na zewnątrz) z krewetką w tempurze, jak również tamago roll z tuńczykiem, czyli maki zawinięte w japoński omlet. Tym samym pod młotek trafiły skrajnie różne style i smaki potrawy — od tych bardzo klasycznych, po słodsze i cięższe. Krewetka w tempurze wszak zupełnie inaczej współgra z winem, niż surowy łosoś, a słodki charakter tamago roll również nie ułatwia zadania, stawiając kolejne wyzwania.

Butelki czekają w skarpetach obok uczty dla podniebienia

Na degustacji spotkaliśmy się w 8 osób (obok naszej trójki degustowali również: Karolina Mikołajczyk, Jakub Kierc, Maciej Nowicki, Piotr Partyka i Michał Rutkowski). Szersze spojrzenie na ten temat pojawi się niebawem w panelowym raporcie na Nasze-wina.pl, my tymczasem przedstawiamy nasz własny punkt widzenia.

Pod młotek trafiło 5 butelek. Wszystkie, podobnie jak ostatnio, degustowaliśmy w ciemno — zarówno solo, jak i z sushi.

I Gelsi Bianco 2012, kalabryjski kupaż chardonnay i greco, okazało się typowym codziennym średniakiem. Mocno owocowy bukiet, pływający gdzieś między cytrusami a melonem, zwiastuje fajne, rześkie wino. W ustach niezbyt kwasowe, tłuste, a całość kręci się wokół zielonego jabłka. Przyjemna równowaga sprawia, że mimo braku fajerwerków i złożoności dobrze się je pije. Chętnie do niego wrócimy, jak się zrobi ciepło. Niestety, z sushi nie zagrało kompletnie, wydobywając z siebie gorzkie nuty i tracąc wszystko, co w nim dobre. Nie udało się z żadnym z trzech zestawów.

Pinot Blanc Vieilles Vignes Meyer-Fonné 2011 pokazało się od dużo lepszej strony zarówno solo, jak i w połączeniu. Ananasowo-gruszkowe w nosie, z wyraźnymi aromatami kwiatowymi i miodowymi. Bardzo aromatyczne. Długie, eleganckie, nieco mineralne — w ustach dużo egzotycznego owocu, nektarynki, z delikatnym słonym finiszem. Bardzo zyskuje po czasie, warto dać mu postać z godzinę po otwarciu. Z sushi poradziło sobie nieźle, zwłaszcza z jego klasyczną interpretacją — tempura i słodkie tamago roll dość mocno zdominowały. Mimo, że nie było to najlepsze połączenie, Pinot Blanc od Meyer-Fonné to zdecydowanie wino wieczoru.

Degustujemy!

Chablis Pierre Chavin 2011 to… Chablis z Żabki (a dokładniej: z Żabaka, jak mówi kontretykieta). Wiedząc, co to jest, możnaby spodziewać się różnych rzeczy — sęk w tym, że nie wiedzieliśmy. W nosie niezmiernie cytrusowe, z jakąś lekką nutą mango i arbuza. W ustach wysoka kwasowość cytrusów i zielonego jabłka. Choć solo przeciętne (ale wcale znów nie takie słabe), okazało się czarnym koniem degustacji w łączeniu z sushi. Wszystko to za sprawą tak wysokiej kwasowości, która skutecznie przebiła się przez intensywne smaki sushi — w każdej odmianie. Choć nie było to połączenie idealne (ba, pokusiłbym się, że nie było nawet dobre), tego wieczoru okazało się najlepsze.

Catarratto Castellucci Miano 2011 nas zawiodło. Zarówno w ciemno, po prostu jako wino, jak i już później po odkryciu — jako catarratto. Aromaty niedojrzałych brzoskwiń i grejpfrutów były dość ulotne. Lekkie słonawe usta, nieco tłuste, dawały o sobie znać nutą owocu i przyjemnym kwaśnym finiszem, ale całość była raczej jednowymiarowa i nudna. Sycylijskie catarratto nie należy do win łatwych i oczywistych, ale to, w przeciwieństwie do kilku innych, nie zrobiło na nas wrażenia. Okazało się też, przez swą delikatność, porażką w połączeniu z sushi, przy którym kompletnie zniknęło.

Ostatnia butelka naszego spotkania to odlot w kompletnie inną stronę. Langwedockie Viognier Jean-Michel Cazes 2011 zaatakowało niezmiernie słodkim nosem pełnym mango, moreli, ananasa i miodu. W ustach niestety bardzo mało kwasu przy dużej słodyczy, przez co okazało się nieco męczące i mdłe. Szkoda — alkohol był świetnie zintegrowany i przy odrobinie większej kwasowości propozycja mogłaby być naprawdę smaczna. Do sushi kontrowersyjne. Nam do gustu nie przypadło, choć ze słodkim tamago roll było nawet przyjemne — padły jednak głosy, że absolutnie, ale to absolutnie się nie nadaje.

Wszystkie butelki się starały, ale średnio wyszło

Pięć akapitów tekstu, a wynika z nich niewiele więcej ponad to, że wina raczej przeciętne, a z sushi tyle o ile poradziło sobie jedynie Chablis z Żabaka. Tego wieczoru zdecydowanie błyszczały nie wina (choć Meyer-Fonné było naprawdę świetne), a sushi. Przygotowane przez ato sushi dania były nie tylko obfite i pyszne, ale też ładne i elegancko podane. Przy coraz bardziej masowym, a wręcz fast-foodowym podejściu do sushi, zdecydowanie polecamy odwiedzenie ato, by skosztować japońskiej kuchni w restauracyjnej, a nie barowej atmosferze.

Słowem podsumowania — nasze eksperymenty skończyły się dla winnych połączeń mało entuzjastycznie. Eksperymentowania z sushi, choć kompletnie oddzielnie i bez żadnego związku z panelem, podjął się również Marcin Jagodziński w swoim wpisie na blogu Enofaza — dochodząc z grubsza do tych samych wniosków co my.

Wniosek ten, już wcześniej wielokrotnie wypróbowany przez nas na własnej skórze, brzmi: do sushi sięgajmy po rieslinga! 🙂

Degustowaliśmy i jedliśmy w trakcie panelu degustacyjnego Nasze-wina.pl zorganizowanego w Łodzi przez nas. Wina udostępnione do degustacji przez importerów otrzymaliśmy nieodpłatnie od Nasze-wina.pl. Sushi, również nieodpłatnie, przygotowało ato sushi, które udzieliło nam gościny i umożliwiło zorganizowanie panelu.